Witryna „Uczyć się z historii” to platforma publikacji
projektów edukacyjnych (realizowanych w szkołach i edukacji
pozaszkolnej z młodzieżą) poświęconych historii
Polski i jej sąsiadów w XX wieku oraz prawom człowieka
Artykuły

Deklaracja prawa człowieka a Białoruś - wywiad cz. 2

Udostępnij na Facebooku

Tatiana Protko, kandydat nauk filozoficznych, historyk, przewodnicząca Białoruskiego Komitetu Helsińskiego w l. 1995-2008, udzieliła wywiadu na temat „Historii Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” w kontekście Białorusi. Wywiad został nagrany dla potrzeb Muzeum Deklaracji. Osoba przeprowadzająca wywiad: Łada Burdaczewa. Źródło: http://museum.udhr1948.org/node/95.

D: - Jak długo wiedzieliście już o Deklaracji?
T: - Jednym z pierwszych dokumentów, który chcieliśmy, a było nas 55 osób w tym pisarze białoruscy Wasil Bykau, Ryhor Baradulin, Karlos Szerman, przybliżyć ludności białoruskiej była właśnie Deklaracja. Była to dla Białorusi w tamtym okresie bardzo aktualna sprawa, gdy przyszliśmy, aby zarejestrować Statut w Ministerstwie Sprawiedliwości (powtarzam, to był październik 1995 roku), zostałam zapytana przez odpowiedzialnych pracowników ministerstwa, co to za Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, czy nie jest ona niezgodna z konstytucją Republiki Białorusi?!

Poproszono mnie również o dostarczenie tekstu Deklaracji. Było to nieproste zadanie, ponieważ tekst nie figurował nawet w bibliotekach, jako osobne wydanie. Ale znałam jeden zbiór artykułów, w którym w załączeniu znajdował się tekst Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Skopiowaliśmy go, powołaliśmy się na tę publikację jako na naukową, a Ministerstwo Sprawiedliwości było usatysfkacjonowane. Oto jak wyglądała kwestia Deklaracji i wiedzy o niej na najwyższych szczytach władzy białoruskiej.

D: - Co dalej robiliście z tym teksten, chcieliście go rozpowszechniać i drukować, jak na przykład „Samizdat”?
T: - Nie było potrzeby wykorzystywać „samizdatu”, mimo wszystko był już rok 1995, inne czasy. Dogadaliśmy się z przedstawicielstwem ONZ na Białorusi i ono legalnie, wykorzystując swoje możliwości wydało tekst Deklaracji. Dogadaliśmy się ze strukturami państwowymi, aby tekst tej malutkiej kieszonkowej Deklaracji był przekazywany młodym ludziom przy wydawaniu dowodu osobistego. Miało to miejsce w Mińsku w latach 1997 i 1998. We wszystkich regionach Białorusi specjalnie odwiedzaliśmy szkoły i robiliśmy wykłady rodzicom i nauczycielom, podczas których opowiadaliśmy o Deklaracji, o tych ideach, które są w niej zawarte. W ciągu roku takich wykładów przeprowadziliśmy ponad 500, do tego czasu członkami komitetu zostało ponad 500 osób.

Po pewnym czasie udało nam się uzyskać zgodę, aby w szkołach organizowano lekcję dotyczącą praw człowieka, choćby i poza obowiązkowym programem nauczania. Z urzędnikiem Ministerstwa Edukacji S. Bubenem napisaliśmy nawet podręcznik dla nauczycieli, w którym osobny rozdział był poświęcony analizie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w języku białoruskim. Przedstawicielstwo ONZ sfinansowało wydanie książki. Nauczyciele przygotowywali się korzystając z tego podręcznika, był bardzo popularny. Posiadał nadruk Ministerstwa Edukacji, to znaczy można go było rozpowszechniać w szkołach. U nas nie wolno rozpowszechniać literatury nieposiadającej nadruku, nauczyciel może być ukarany, jeśli będzie korzystał z takich książek.

D: - Jakie były reakcje ludzi, gdy przychodziliście?
T: - Reakcje były różne. Wiele osób traktowało to, tak jak ja swego czasu, jak bajkę (no, ale z naszym życiem nie ma to związku). Wiele osób traktowało to z zainteresowaniem, zwłaszcza starsi uczniowie przyjmowali to całkiem normalnie. Ale już dorośli ludzie, zwłaszcza starsi, mówili: „To nie dla nas, to może być dla Anglii, dla Francji, dla krajów Europy Zachodniej, a u nas będzie wszystko tak, jak jest teraz”. Całkowita niewiara i apatia, która związana jest z tym, że tak wysokie standardy nie mogą znaleźć zastosowania na Białorusi, panuje także i dziś. Często tym tłumaczona jest polityczna bierność Białorusinów, którzy widzą bezprawie, naruszenia praw człowieka. Ale wolą masowo o to nie walczyć.

D: - A ten pierwszy tekst, który był dystrybuowany przy pomocy ONZ, był w języku rosyjskim, tak?
T: - On był po rosyjsku i po białorusku. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że przed nastaniem roku 2000 urzędnicy państwowi już wspominali Powszechną Deklarację Praw Człowieka w swoich przemowach. Chociaż na początku nazywali ją w sposób nieprawidłowy, mylili samą nazwę, w ogóle nie rozumieli co to jest.

D: - Czy Deklaracja była wydawana w nakładzie masowym na Białorusi?
T: - My w BKH sami ją rozpowszechnialiśmy, woziliśmy do regionów, ponieważ tekstów ONZ nie starczało. Rozdawaliśmy je w szkołach, na ulicach. W rocznicę Powszechnej Deklaracji w grudniu przez dziesięć lat rozdawaliśmy teksty na ulicach, urządzaliśmy wiece. Pewnego razu to było nieprzyjemnym doświadczeniem, ponieważ milicja zabierała Deklaracje, zatrzymywała uczestników wieców. Jednak, co dziwne, byliśmy zadowoleni: niech również na milicji poczytają, obejrzą.

D: - Była Pani lub Pani znajomi prześladowana za rozpowszechnianie Deklaracji?
T: - Jak już mówiłam, osoby, które na wiecach rozpowszechniały Deklarację pod koniec lat 90., były zatrzymywane i odwożone na milicję. Znajdowały się jakiś czas w izolacji, w miejscu pracy lub nauki informowano, czym się zajmowały. Rozpowszechnianie Deklaracji przyrównywane było do prowadzenia opozycyjnej działalności politycznej. Ale niesłusznym byłoby nazwanie tych prześladowań okrutnymi, zwłaszcza w porównaniu do wydarzeń z grudnia 2010 roku.

Wtedy były inne czasy, wtedy jeszcze ludzi nie bito, jak teraz. Ale ludzie rozumieli, że za ideały nowego społeczeństwa można i trzeba pocierpieć i powalczyć. To znaczy byli tego świadomi. Odpowiednio reagowaliśmy na prześladowania: pisaliśmy listy do prokuratury, na milicję, że tego nie wolno robić. Proponowaliśmy milicjantom zrobienie wykładu na temat Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i przez jakiś czas nawet udawało nam się to robić.

D: - To znaczy, że faktyczne same władze nigdy nie wydały Deklaracji, zawsze było to robione przy wsparciu ONZ?
T: - Być może gdzieś wydały, ale te nakłady były skrywane przed szerszą publicznością. A główne nakłady, które były rozpowszechniane, pochodziły ze wsparcia zagranicznych fundacji, w pierwszej kolejności ONZ.

D: - A czy zwykli ludzie wiedzieli, że 10 grudnia to taka kluczowa data, były tu przeprowadzane uroczystości od lat 90. w związku z Dniem Praw Człowieka?
T: - Rozumie Pani, że u nas przeważają głównie państwowe media. Obecnie o tej dacie mówi się i w telewizji i w radiu. Jednak mówi sie w bardzo specyficzny sposób. Jeszcze niedawno w białoruskiej telewizji emitowany był program „Prawa człowieka – okno na świat”, w którym mówiono o Powszechnej Deklaracji, jej zasadach, a potem mówiono, jak jest ona naruszana w Stanach Zjednoczonych, w Rosji, we Francji, jak zachodnioeuropejskie społeczeństwo burżuazyjne jest z gruntu zakłamane, głosząc idee Powszechnej Deklaracji i naruszając je.

O Białorusi naturalnie nie mówiono nic. Oficjalnie uważa się, że nasze państwo jest zorientowane na społeczeństwo i zawsze, gdy chodziło o prawa człowieka, władze odwoływały się do praw socjalnych, prawa polityczne w ich interpretacji są wtórne, nieistotne. Nawet takie hasło nasz prezydent wymyślił i rozpowszechnił: Białorusinowi do szczęścia potrzebne są „czarka i skwarka”.

Z rosyjskiego przełożyła Kamila Laśkiewicz-Krzymińska.

http://museum.udhr1948.org/

Czy wiesz, że...
Ośrodek KARTA przygotował nowatorski portal internetowy www.XXwiek.pl. Prezentuje on zebrane przez Ośrodek świadectwa historii na osi czasu, co daje możliwość dotarcia do relacji świadków oraz dokumentów, jak również materiału ikonograficznego przyporządkowanego ...