Witryna „Uczyć się z historii” to platforma publikacji
projektów edukacyjnych (realizowanych w szkołach i edukacji
pozaszkolnej z młodzieżą) poświęconych historii
Polski i jej sąsiadów w XX wieku oraz prawom człowieka
Artykuły

Kultura popularna + (nie)popularna szkoła = (popularna) edukacja 2.0?

Udostępnij na Facebooku

Autor: Grzegorz D. Stunża

Jak mogłaby wyglądać "nowa szkoła" wyposażona w media? Czy musiałaby to być szkoła zrywająca z wartościami, o których przypominają konserwatyści?

 

Edukacja 2.0?

Sytuacja pierwsza. Klasa szkolna. Uczniowie, jak zawsze podczas zajęć w tej izbie, siedzą w ławkach i skrupulatnie zapisują w zeszytach notatkę podawaną przez nauczyciela. Niedługo odbędzie się sprawdzian, który napiszą w tej samej sali. Nauczyciel poza notatkami zadaje przykładowe zadania do rozwiązania. Ktos żartuje, że warto włączyć komputery, bo zimno się zrobiło. Komputery? Tak, ponieważ cała sytuacja odbywa się w sali komputerowej (dość nietypowej, ponieważ stanowiska komputerowe okalają wzdłuż scian klasyczny układ szkolnych ławek) podczas lekcji informatyki. Niemożliwe? Dzisiaj prawdopodobnie sytuacja nie do pomyslenia (?). Ale całość odbywała się kilka lat temu w liceum w małym miescie.

Sytuacja druga. Sala szkolna. Po ostatniej lekcji, podczas której nauczyciel prezentował podstawy zagadnienia, część praktyczna. Uczniowie zgrupowani w niewielkich zespołach, siedzą swobodnie przy dużych owalnych stołach. Dyskutują na temat problemu, jaki mają rozwiązać. Z kolegami z innych zespołów konsultują się od czasu do czasu przez tekstowy komunikator. Każdy siedzi przy własnym przenośnym komputerze, wspólnie edytują notatkę z przebiegu zadania, robią to kolektywnie, edytując dokument w "google dokumenty". Poza tym znaleźli nowe informacje na zadany temat, w związku z tym zmieniają zawartość klasowego wiki. Na blogu projektu umieścili najnowszy film z youtube wraz z krótką krytyczną refleksją. Przedstawiciele pozostałych grup zdążyli już skomentować, że to jeszcze nie to, bo w trakcie własnych poszukiwań, co prawda na inny temat, odnaleźli lepszy materiał w jednym z naukowych czasopism znalezionym w zasobach "Directory of Open Access Journals" i zdjęcia w serwisie flickr, opublikowane na licencji creative commons nc-sa-by. Umieszczają linki w komentarzu pod postem kolegów. Dyskutują na wspólnym forum na temat formy finalnej wersji, którą będą prezentować przed całą klasą. Czy warto przedstawić linearną prezentację, przygotowywaną po lekcjach przez internet przy użyciu sieciowej usługi "google dokumenty" czy też zrobić aktualizowane wiki lub serwis na Wordpressie? Nauczyciel od czasu do czasu włącza się w dyskusję jako jeden z uczestników, który nie narzuca, ale z racji swojej pozycji proponuje inne, czasami bardziej sprawdzone rozwiązania, dorzucając linki do klasowego konta w del.icio.us i publikując kilka refleksji na ten temat w formie podcastu na swoim blogu. Sugeruje również możliwe obszary poszukiwań.

Czy przedstawiona powyżej sytuacja, podobnie jak pierwsza, nie mogłaby mieć miejsca w dzisiejszej szkole? Przeciwnie, jesli spojrzeć na zastosowaną technologię, pomijając dostępnosć do odpowiedniej liczby przenosnych komputerów, mogłaby się odbyć bez problemów. Nie oznacza to wcale, że sytuacja druga jest wizją idealnej lekcji, a jedynie sygnałem, że alternatywy istnieją. Scenariusz ten mógłby być zrealizowany również ze względu na zupełnie inne niż dawniej podejscie do konstruowania i poszukiwania wiedzy przez współczesnych "usieciowionych" gimnazjalistów i licealistów. Problemem byłyby jednak względy systemowe. Ojciec, a może dziadek pedagogiki (przeciwko rodzicom często się buntujemy, dziadków raczej traktujemy z pobłażliwym usmiechem), Johann Herbart, wciąż "czuwa" nad stanem edukacji młodzieży. I chociaż z jego, nie tylko moim zdaniem, niesłusznej, ale jednak spójnej koncepcji, pozostała jedynie pusta skorupa jednostek lekcyjnych, "wydawania" lekcji i pamięciowego przyswajania informacji (co prawdopodobnie jest jeszcze gorsze niż stosowanie się do spójnej wizji), to jednak jego mroźny oddech wciąż jest odczuwalny w polskich i nie tylko szkołach. Szkołach, w których zamiast debatować nad przystosowaniem edukacyjnej instytucji do nowych potrzeb w zmieniającym się szybko swiecie i wprowadzać nowe rozwiązania, najważniejszym tematem jest karność, krój mundurka lub wliczanie oceny z religii do średniej ocen.

Idzie nowe- tylko czy ktoś zauważy?

Żyjemy w świecie oplecionym informacyjną siecią. W świecie szybkiego przyrostu informacji. Mamy coraz więcej możliwości przekształcania kultury, wyrażania siebie, komunikowania z innymi, aktywnego zaangażowania w kształtowanie świata. Jako aktywni obywatele posiadamy coraz większą władzę. Możemy krytykować działania rządu, samorządów lokalnych, publikować krytyczne refleksje na różnorodne tematy, organizować się w nieformalne sieci zainteresowanych podobną tematyką. Możemy także na niespotykaną dotąd skalę korzystać z kultury popularnej. Dzięki legalnym i nielegalnym działaniom otrzymujemy coraz częściej dostęp do produkcji rozrywkowych z różnych części świata. Zyskujemy władzę oddziaływania nie tylko na kulturowe produkcje, ale również miksowania kultury. Odczytywania jej na nowo, indywidualnie lub w gronie podobnie zorientowanych ludzi.

Możemy poruszać się po różnorodnych przestrzeniach medialnych, transponując produkcje i sensy z jednego medium na inne, odczytując i tworząc na nowo. Jesteśmy, jak twierdzi Cory Doctorow, adhokracją- tworzonymi ad hoc zrzeszeniami, które w mgnieniu oka powstają wokół interesujących aspektów rzeczywistości i równie szybko mogą się rozejść, pozostawiając po sobie jedynie wytwory, które mogą być dalej przekształcane przez inne oddolne grupy aktywistów (Jenkins, 2007).

Nasz świat zmienia się jednak nierównomiernie. Nie wszycy mamy te same możliwości, co wynika nie tylko z problemów sprzętu i infrastruktury, ale również ze zróżnicowania ekonomicznego, a także różnej prędkości reformowania instytucji. Żyjemy w kulurze uczestnictwa, która stawia przed nami coraz mnie barier w zakresie ekspresji na różnych polach aktywności. W tym na polu edukacyjnym. Możemy wspólnie się uczyć, korzystając z globalnych źródeł informacji. Możemy także kolektywnie wytwarzać wiedzę. Niestety, najczęściej dzieje się to w alternatywnej w stosunku do szkolnej rzeczywistości. Edukacja pozaformalna, oparta na internetowej sieci wciąż nie jest traktowana poważnie. Szkoła nieustannie trzyma się utartych, sprawdzonych schematów, które, choć kaleczą i krzywdzą po drodze młodych ludzi, tworząc z nich często szarych konsumentów, przystosowanych niejednokrotnie do ślepej i bezrefleksyjnej aktywności na rynku, to jednak nie są poddawane dyskusji.

Czy wykorzystanie (nowych)mediów w edukacji może cokolwiek zmienić? Czy warto wprowadzać w szkole radykalne zmiany, a może lepiej przymknąć oko i zgodzić się na szkołę jako kuźnię papierków- coraz częściej bez pokrycia- i prawdziwe uczenie się poza szkołą, dzięki nowoczesnym technologiom, niejednokrotnie na poziomie zależnym od dochodów rodziców? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.

Szkoła zmediatyzowana- szkoła konsensusu

Jak mogłaby wyglądać "nowa szkoła" wyposażona w media? Czy musiałaby to być szkoła zrywająca z wartościami, o których przypominają konserwatyści? Szkoła stawiająca na wirtualny kolektywizm kosztem samodzielnej jednostki, czego obawiają się liberałowie, a może szkoła dopasowująca jednostkę do medialnego społeczeństwa, szkoła opresyjna, która odsiewałaby jednostki używające odmiennych od obowiązujących kodów kulturowych, na co nie zgodzą się pedagodzy krytyczni?

Profesor Tomasz Szkudlarek w swojej książce "Media. Szkic z pedagogiki i filozofii dystansu" zastanawia się czy nie warto dokonać przedefiniowania rozumienia szkolnej edukacji poprzez oddanie tworzenia wspólnotowości różnorodnym społecznościom medialnym, pozostawiając szkole zadanie kształtowania krytycznego myślenia. (Szkudlarek, 1999). Musiałaby to być jednak krytyka nieskupiona wyłącznie na analizowaniu medialnych komunikatów, ale krytyka oparta na kreowaniu, umiejętności kształtowania nie tylko komunikacji w dobie nowoczesnych technologii, ale również współpracy, która niejednokrotnie wiązałaby się ze sporem, różnicą zdań i nieustannym przekształcaniem zastanej, a nawet skonstruowanej wiedzy, co jednocześnie byłoby edukacją sygnalizującą nieskończoność edukacyjnego procesu, jego różnorodność, złożoność. Twórcza krytyka, bo tak można by to chyba śmiało określić, byłaby nieustannym dążeniem do przekształcania. Zatem zmiana i modyfikacja mogłyby się okazać jednym z najważniejszych zadań szkoły w dobie zmediatyzowania i uzwyczajnienia różnorodnych komunikatorów. Byłoby to niewątpliwe nawiązanie do założeń edukacji radykalnej, opartej na zdystansowanym, chłodnym przyglądaniu się szkolnym poczynaniom (Szkudlarek), nastawionym jednocześnie na identyfikowanie i likwidowanie szkolnych działań opresyjnych. Jednak w świecie, w którym edukacja zachodzi w dużej mierze poza szkolną klasą, kiedy mianem szkoły można śmiało określić otaczającą rzeczywistość nasyconą mediami, kiedy w dużej mierze rolę szkoły przejęła kultura popularna, radykalna krytyka edukacyjna, paradoksalnie, mogłaby się sprzymierzyć ze szkołą, dążąc do wyposażenia uczniów w narzędzia nowoczesnej krytyki, opartej nie tylko na chłodnym analizowaniu, ale aktywnej działalności i krytyce w medialnym działaniu. Tak, by uczniowie wychodzili ze szkoły nie jako urabiana masa, mająca identyfikować tylko zagrożenia wynikające z wirtualnego życia, płynące z medialnych przekazów (co obecnie należałoby uznać za dość infantylne podejście, polegające na poszukiwaniu jedynie "medialnego zła", jak czynią np. pedagodzy odmawiający edukacyjnych możliwości grom komputerowym, choć nigdy sami nie grali). Ale by były to osoby zdolne do aktywnej krytyki (często polegającej na konstruowaniu w oparciu o wspólne kulturowe zasoby- a tak dzisiaj, jak zauważa m.in. profesor Henry Jenkins, można określić kulturę popularną (Jenkins)) podczas wędrówki przez własne "Second Life"- drugie życie i różnorodne meandry ścieżek medialnych tożsamości.

Taki sposób oparcia szkolnej edukacji na mediach i do mediów, mógłby odpowiadać także krytykom liberalnym, stawiającym w centrum procesu edukacyjnego upodmiotowioną jednostkę. Kształcenie ucznia świadomego zagrożeń, ale jednocześnie potencjału i edukacyjnych możliwości przekazów medialnych, skazywanych do niedawna na szkolny niebyt i niejako wygnanie z obszaru pedagogicznej refleksji poprzez demonizację, byłoby doskonałym spełnieniem liberalnych marzeń. Jednostka taka, świadoma swojej wartości i swojego potencjału, byłaby jednocześnie uwikłana w różnorodne edukacyjne sieci pojawiające się i znikające w hipermedialnym pejzażu, samodzielnie przez nią wybierane. Funkcjonując w kulturze edukacyjnego daru, za każdym razem, kiedy nawet dla własnej przyjemności i satysfakcji publikowałaby w internetowej sieci, dając jednocześnie zgodę na przekształcanie- analizowanie, krytykowanie i budowanie na jej komunikatach, otrzymywałaby cały światowy zasób podobnych publikacji. Przyczyniając się do cząstkowej produkcji złożonych sieciowych utworów, np. pisząc czy redagując artykuł w Wikipedii- za każdym razem dostawałaby nieporównanie więcej niż daje. Szkoła kształciłaby zatem jednostkę wolną, budującą nieustannie swój światopogląd, dokonującą świadomych i samodzielnych wyborów, ale jednocześnie powiązaną z innymi autonomicznymi jednostkami w większą sieć, pozwalającą na nieustanne tworzenie i kształtowanie siebie w oparciu o istniejące zasoby. Niczym mechaniczne pseudoowady z powieści "Niezwyciężony" Stanisława Lema, które choć samodzielne, to jednak małe i kruche, ale po połączeniu ze sobą np. w przypadku zagrożenia, przekształcające się w potęgę nie do pokonania, kierowaną jakby nadświadomością, złożoną z miliardów małych świadomości (Lem, 1997). Podobnych relacji potrzeba nam teraz, kiedy ideały renesansowe wszystkowiedzących mędrców nie przystają zupełnie do współczesności, a co za tym idzie, pokawałkowana i zminiaturyzowana wiedza podawana w szkołach nie odpowiada faktycznej sytuacji pedagogicznej. Aktywne, samodzielne jednostki, świadome pewnej wspólnotowości, połączone ze sobą w nieustannej dyskusji, przyczyniają się do zbudowania, na wzór lemowskich owadów, grupowej inteligencji (jak chciałby Pierre Levy), inteligentnego tłumu (jak chciałby Howard Rheingold) i hiperbiblioteki (z marzeń Vannevara Busha i Theodora Nelsona), która dzisiaj wciąż nie jest dostępna jednakowo i dla wszystkich uczestników medialnej komunikacji i edukacji.

Oparcie na krytyce, samodzielnym wyborze i tworzeniu nieformalnych edukacyjnych sieci nie musi wcale oznaczać, że nowoczesna szkoła powinna być jedynie czymś w rodzaju kadłubka dzisiejszej rozbudowanej instytucji. Nie ma to być wypatroszona ze swojej przedmiotowej zawartości skorupka, która zamieniłaby klasy na pracownie komputerowe, czy sale lekcyjne z laptopami, dyskusjami via gadu gadu i tworzeniem klasowych wiki. Chociaż podobna reorganizacja procesu edukacyjnego byłaby niewątpliwie rewolucją, której obecne polskie społeczeństwo nie byłoby jednak w stanie przeprowadzić, ba, nie byłoby to wcale wskazane. Fakt, że media, m.in. kultura popularna i różnorodne alternatywne "miejsca" życia w wirtualnym świecie funkcjonują już teraz jako miejsca edukacyjnego spotkania, nie oznacza, że szkołę należy przekształcić w instytucję prowadzącą wyłącznie kursy obsługi mediów oraz płytko rozumianej medialnej krytyki. Nie można zatem, moim zdaniem, chcąc dążyć do mediatyzacji- filtrowania, którego efektem ma być konsensus różnych politycznych wizji (a o takiej możliwości wspomina Szkudlarek), pozostawić szkołę wyłącznie radykalnym i liberalnym wizjonerom. Wbrew pozorom, czyli hasłom o nowoczesności (czy ten termin nie pachnie już zmurszałym betonem?), budowaniu, nowych horyzontach, przekształcaniu i zmianie, nowa szkoła nie mogłaby rozwijać się bez odwołań do trzeciego wielkiego bloku pedagogicznej refleksji- krytyków konserwatywnych, którzy w szkole widzą ostoję podstawowych społecznych wartości, praw i kulturowych wzorców. Co konserwatyści mają do zaoferowania nowej szkole? Na pewno nie mniej niż postępowi liberałowie i chłodni (a jednocześnie nastawieni na gorącą zmianę), podejrzliwi radykaliści. Nowa szkoła, zrywając momentalnie z dotychczasową tradycją szkolnictwa i socjalizującą funkcją szkoły, przygotowywaniem do życia w społeczeństwie, mogłaby się stać szkołą niebezpieczną, kształtującą jednostki może i świadome, wyposażone w wachlarz nowych umiejętności, potrafiące działać w nieformalnych grupach, jednocześnie skupionych głównie na realizacji własnych jednostkowych potrzeb. Być może nawet kosztem innych uczestników sieciowej komunikacji. Konserwatywna krytyka wniosłaby do nowej szkoły konieczność oparcia wszystkich nowych możliwości na solidnych podstawach. Nie da się ukryć, że pomimo możliwości samodzielnego kształcenia dzięki nowym mediom, niezbędne są pewne wspólne punkty wyjścia, które nie tylko pozwalają na podobne rozumienie i świadomość otaczającego świata, ale również umożliwiają start z podobnego miejsca. Poza tym, nowa szkoła nie mogłaby się obejść bez pewnego rodzaju mentorów, prowadzących uczniów we właściwą stronę (właściwą, czyli zgodną z nową wizją- nie da się oderwać celowości szkoły od jednoczesnego narzucenia jej uczniom), czegoś w rodzaju mediatorów wewnętrznych, moderatorów, którzy ułatwialiby uczniom pogodzenie istniejącej już, pewnej wiedzy z wiedzą nową, ale również z faktem nieustannego upłynniania wiedzy i przekształcania w coraz to nowe produkty i konstrukcje.

Można sobie jednak zadać pytanie- czy zmediatyzowana szkoła jest możliwa? Nie da się ukryć, że budowanie wspólnej "nowej szkoły", która stara się godzić różnorodne edukacyjne pomysły i odpowiadać nowym zapotrzebowaniom, byłoby trudne, jesli nie niemożliwe. Polityka jest nieustanną wojną, a koncepcja edukacyjna jest zawsze powiązana z koncepcją polityczną, nawet jeśli jej twórcy twierdzą, że jest inaczej. Dlatego niemożliwa jest współpraca, kiedy każda kolejna władza stara się wprowadzić nowe regulacje, swoje, a znosić te, które wprowadzili poprzednicy. Być może w tej sytuacji należy rozpocząć konstruowanie alternatywnych miejsc edukacyjnego spotkania, edukacyjnych sieci, na bazie funkcjonujących już pomysłów. Można przecież, nie zważając na stopniowy upadek szkoły, która zachłyśnięta swoją rolą, zapomina o potrzebie funkcjonowania w określonej rzeczywistości, budować edukacyjne przestrzenie w internetowej sieci. Wyposażone w materiały do nauki, miejsca konstruowania wiedzy- np. na blogach i wiki, a także sieć wolontariuszy- moderatorów- tych, którzy mają dużą wiedzę z danej dziedziny i chcą się nią dzielić z innymi. Byłoby to być może doskonałe zrealizowanie postulatów Ivana Illicha, który chciał odszkolnienia społeczeństwa i oparcia edukacji na sieciach wspólnych zainteresowań, wymiany wiedzy, z moderatorami, którzy nadzorowaliby proces edukacyjny, ale byli by swobodnie wybierani przez uczące się osoby. Być może mottem tak rozumianej alternatywnej edukacji byłoby sparafrazowane hasło Jacka Kuronia: "Nie palcie szkół, twórzcie własne", co też sam autor oryginalnego hasła zrobił, organizując Uniwersytet Powszechny w Teremiskach i nawołując pod koniec życia do globalnej rewolucji edukacyjnej. Rewolucji, która miałaby się opierać na oddolnym kreowaniu edukacyjnego pocesu (Kuroń, 2004).

A może błędne jest obecnie nasze rozumienie samego terminu "szkoła"? Może warto go porzucić i mówić o szeroko rozumianej edukacji, albo rozszerzyć zakres znaczeniowy pojęcia i wyjść poza instytucję i budynek? Jak podałem wyżej, Szkudlarek zastanawia się nad oddaniem tworzenia wspólnotowości mediom (Szkudlarek). I może to jest rozwiązanie- samodzielne jednostki funkcjonujące w ramach nieformalnych sieci edukacji i uczestnictwa, kształtujące swoją edukacyjną rzeczywistość oddolnie poprzez zaangażowanie i wymianę informacji i medialnych produktów, niczym hakerzy (nie-przestępcy) dzielący się kodem? W oderwaniu od obszarów krytyki, których postulaty są zapewne istotne dla dorosłych zainteresowanych edukacją, ale mogą nie mieć znaczenia dla uczniów zaangażowanych poprzez różne medialne tożsamości w różnorodną aktywność w internetowej sieci. Być może mediatyzacja mogłaby oznaczać także rekonstrukcję współczesnej edukacji poprzez spotkanie odgórnych postulatów krytyki z oddolnymi działaniami najbardziej zainteresowanych- uczniów- uczestników procesu edukacyjnego, którzy są najbardziej uwikłani w edukacyjne relacje i najmocniej odczuwają wszelkie konsekwencje edukacyjnych błędów i wypaczeń.

Podstawy (popularnej) edukacji 2.0

Załóżmy, że jest szansa, żeby mediatyzacja szkoły zakończyła się sukcesem. W szkole nie tylko wykorzystuje się nowoczesne narzędzia, nie tylko uczy krytycznego stosunku do mediów, ale również aktywnego produkowania komunikatów i współtworzenia nowej kultury wiedzy. Oprócz lekcji odbywa się aktywna pozaformalna edukacja w wirtualnych serwisach szkolnych i poza nimi. Jakie podstawy powinniśmy zapewnić, żeby "edukacja 2.0", czyli "nowa edukacja" w dobie kultury 2.0 mogła się ziścić? Jenkins i jego współpracownicy wskazują na trzy podstawowe wyzwania, jakie stoją przed pedagogami, którzy chcą wspomóc młodych ludzi wkraczających na aktywną edukacyjną ścieżkę, a jednocześnie zagrożenia, jakie mogłyby się pojawić, gdybyśmy kwestię edukacji w mediach pozostawili samym uczniom. Są to:

- "jak zagwarantujemy, że każde dziecko będzie miało dostęp do umiejętności i doświadczenia, potrzebnego by stać się pełnym uczestnikiem w społecznej, kulturowej, ekonomicznej i politycznej przyszłości naszego społeczeństwa?",

- "jak zagwarantujemy, że każde dziecko będzie miało możliwość artykułowania swojego rozumienia sposobów, w jaki media kształtują odbiór świata?",

- "jak zagwarantujemy, że każde dziecko będzie społecznie przygotowane do wyłaniających się standardów etycznych, które kształtują dziecięce praktyki jako medialnych twórców i uczestników sieciowych społeczności?" (Jenkins i współpracownicy, 2007:18, tłumaczenie własne).

Nie da się ukryć, że nie można przedstawić jedynej właściwej recepty, pozwalającej na pozbycie się wymienionych wyżej problemów. Można się jednak starać, co robi również Jenkins i jego współpracownicy, kiedy wskazują różnorodne aspekty, bezpośrednio lub pośrednio mogące się przyczynić do choćby częściowego zniesienia przedstawionych wyżej pytań.

Podstaw, jakie powinny stanowić fundament edukacji 2.0 można wyróżnić wiele. Zapewne można je sklasyfikować na kilka sposobów. Nie będę starał się poniżej prezentować jedynego i niepodważalnego stanowiska, ale wymienię najpotrzebniejsze moim zdaniem działania, jakie należy podjąć, żeby edukacja mogła się przeobrazić z kształcenia, może i krytycznych, ale biernych, samodzielnych (w negatywnym rozumieniu) uczestników kultury w edukację aktywnych obywateli. Nie są to wyłącznie autorskie pomysły, ale zbudowane m.in. na bazie refleksji przedstawionych przez Jenkinsa i współpracowników w raporcie "Confronting the Challenges of Participatory Culture: Media Education for the 21st Century".

1. Promowanie postawy aktywnego uczestnictwa. Młodzi ludzie, którzy mają być aktywnymi działaczami i producentami nie tylko w procesie edukacyjnym, ale podczas kształtowania kultury, powinni być od początku sformalizowanej edukacji zachęcani do aktywności, działania, dyskusji i produkowania nowych utworów, nowych sensów. Oparcie edukacji, przynajmniej częściowe na hipertekstowej konstrukcji dzisiejszej globalnej sieci informacyjnej sprzyja zarówno samodzielności- samodzielnej interpretacji, wypowiadania własnych poglądów, ale również współpracy z innymi dzięki świadomości korzystania ze wspólnych zasobów i współtworzenia wielu różnorodnych wspólnych przestrzeni. Od forów dyskusyjnych poczynając, po Wikipedię i mniejsze, lokalne inicjatywy.

2. Obywatelska aktywizacja młodzieży. Nierozerwalnie związana z aktywnym uczestnictwem. Stymulowanie i zachęcanie młodych ludzi do wyrażania swojej opinii na tematy związane z kreowaniem otaczającego świata, tematy polityczne, gospodarcze, edukacyjne, niejednokrotnie w oparciu o aktywność w różnego rodzaju symulatorach rzeczywistości. Czy to komercyjnych grach komputerowych czy to w oddolnie kształtowanych wirtualnych państwach. Innymi słowy byłby to rodzaj wirtualnej edukacji obywatelskiej.

3. Współdziałanie w procesie zdobywania wiedzy. Odejście od potępiania współpracy podczas zdobywania nowych informacji, kreowania wypowiedzi i tworzenia nowych zasobów wiedzy. Dzisiejszy świat jest światem nadmiaru informacyjnego, w którym współpraca z innymi osobami może nie tylko ułatwić zdobywanie interesujących informacji, ale również usprawnić procesy kształtowania nowej wiedzy.

4. Korzystanie z potencjału kultury popularnej. Obecne negowanie edukacyjnego potencjału kultury popularnej jest ogromnym błędem. Przykładem edukacyjnego wykorzystania wątków z kultury masowej niech będzie podawany przez Jenkinsa casus wirtualnej gazety "The Daily Prophet". Wirtualnej podwójnie, ponieważ publikowanej w internecie i poświęconej światu "Harry'ego Pottera", na bazie którego młodzi ludzie kreują alternatywne i dodatkowe wersje zdarzeń, postaci, współpracując nie tylko podczas wydawania pisma, ale także wspólnymi siłami uzupełniając historię, wcielając się w różnorodne postaci. Z tą podstawą wiązałoby się również odejście od negowania komercyjnych produkcji, które można wykorzystać w procesie edukacyjnym, ale, jak podkreśla Jenkins, powinniśmy tego typu projekty, jak np. symulacyjne gry komputerowe, z których można nas w każdym momencie wyrzucić, jeśli nie mieścimy się w scenariuszu wytyczonym przez producentów, traktować z ograniczonym zaufaniem. W przeciwieństwie do oddolnych niekomercyjnych projektów (Jenkins). Edukacja w kulturze popularnej byłaby na pewno edukacją dynamiczną, zmienną, różną od statycznej edukacji formalnej serwowanej w dzisiejszych szkołach.

5. Zgoda na oddolne kształtowanie celów pedagogicznych. Młodzi ludzie powinni mieć możliwość negocjowania celów pedagogicznych, być może samodzielnego wyznaczania części z nich. Robią to już teraz, ale poza formalnym trybem edukacji, co w przyszłości może pozbawić szkołę możliwości nawiązania dialogu z najważniejszymi uczestnikami szkolnej rzeczywistości, czyli z samymi uczniami.

6. Kształcenie aktywnych producentów. Uczniowie nie powinni być jedynie biernymi konsumentami medialnych komunikatów, nawet gdyby mieli być konsumentami krytycznymi. W obecnej przestrzeni medialnej tylko twórcy mogą mieć siłę przebicia, która pozwala zmieniać rzeczywistość i partycypować w procesie przekształcania świata.

7. Kształcenie w zakresie weryfikacji źródeł informacji. Przy nieustannie wzrastającej liczbie informacji młodzi ludzie powinni być kształceni w zakresie umiejętności weryfikowania informacji. Chociaż obecnie stuprocentowa weryfikacja może być niemożliwa, jak mówi m.in. Zygmunt Bauman (Żakowski, 2005), to jednak uczniowie powinni poznać mechanizmy samodzielnego, ale i kolektywnego sprawdzania prawdziwości treści, opierając się na zdaniu sieciowych autorytetów, moderatorów, osób uznanych za uczciwych i wiarygodnych uczestników sieciowej edukacji, a także przy użyciu różnorodnych mechanizmów sieciowego oceniania i opiniowania źródeł.

8. Konieczność kształcenie w zakresie poszukiwania wiedzy. Młodzież powinna nie tylko umieć weryfikować informacje, ale również samodzielnie i we współpracy z innymi poszukiwać nowych informacji i budować swoją wiedzę. Być może alternatywą dla obecnego kawałkowania wiedzy w szkołach i przedstawiania dziedzin wiedzy jako osobnych bloków, kłamliwie sugerując możliwość opanowanie większości wiedzy z danego obszaru tematycznego, sensowne byłoby podawanie jedynie podstaw, a następnie poszukiwanie potrzebnej wiedzy przez samych uczniów, z elementami dyskutowania na temat nowo zdobytych materiałów, wspólnego oceniania ich przydatności i wyjaśniania z nauczycielami niezrozumiałych kwestii.

9. Promocja moralnej ekonomii informacji/ kultura edukacyjnego daru. Jenkins pisze o moralnej ekonomii informacji, czyli ekonomii opartej na etyce, zgodnie z którą wymiana, dzielenie się i współpraca są motorem napędowym edukacji (Jenkins i współpracownicy). Powinniśmy promować kulturę edukacyjnego daru, bezinteresownej, a może w dłuższej perspektywie jak najbardziej interesownej aktywności- uświadamianiu młodym ludziom, że każdy podarunek dla sieciowej społeczności jest niczym wysoko oprocentowana lokata, która zwraca się kilkasetkrotnie i to wiele razy.

10. Promowanie pedagogiki mediów jako wspólnej przestrzeni medialnej edukacji. Edukacyjnej wymiany pomiędzy ludźmi bez względu na wiek. Przykłady takiej współpracy edukacyjnej to np. sieciowe gry i wirtualne państwa, gdzie ludzie współpracują ze sobą, zdobywając uznanie ze względu na zasługi i działalność na rzecz społeczności, a nie ze względu na przynależność do określonej grupy wiekowej.

Zdaję sobie sprawę, że pominąłem temat dostępu do odpowiedniego sprzętu komputerowego, podłączenia do szerokopasmowego internetu i możliwości korzystania z wartościowych, przez co często obecnie płatnych źródeł i możliwości przekształcania treści, blokowane m.in. przez restrykcyjne prawo autorskie i chroniące swoich interesów molochy medialne (przykładem niech będą choćby przytaczane przez Jenkinsa pozwy sądowe w stosunku do młodych twórców rozbudowujących na interenetowych stronach świat Harry'ego Pottera (Jenkins)). Nie oznacza to wcale, że nie traktuję zapewnienia tego rodzaju podstaw poważnie. Wręcz przeciwnie, uznaję je za wymogi przedwstępne. Szansą edukacji 2.0 jest umożliwienie wszystkim uczestnikom medialnej komunikacji tych samych możliwości nadawania i odbioru, a także możliwości kształtowania poglądów w oparciu o tak samo szerokie zasoby wiedzy i następnie ścieranie poglądów, dochodzenie do kompromisów na różnorodnych polach przez dyskusję. Dyskusja ta wcale nie musiałaby oznaczać tradycyjnej rozmowy przeniesionej jedynie na inne media, np. komunikację poprzez pocztę elektroniczną czy też tekstowe lub głosowe komunikatory. Mogłaby to być twórcza rozmowa polegająca na wymianie, krytyce, ale i przekształcaniu różnorodnych komunikatów multi- i hipermedialnych.

Ku przyszłości (?)

Nie da się ukryć, że (nowe) media niosą ze sobą rewolucyjne zmiany związane nie tylko z możliwościami przekształcania kultury, ale również aktywnym uczestnictwem w kulturze. Kiedy szkoła nie nadąża za zmianami, jej rolę w pewnym zakresie przejmuje kultura popularna. Może to przynieść wiele pozytywnych skutków, niesie ze sobą również zagrożenia. Antypedagogiczna wizja uczenia się tylko tego na co mamy ochotę, z jednoczesnym odrzuceniem wszystkiego, co narzucane z zewnątrz, może spowodować pojawienie się ogromnej rzeszy osób, które choć potrafią korzystać z nowych narzędzi, to jednak nie potrafią wyjść poza wąskie, oparte na uprzedzeniach widzenie świata. Dlatego nie można marzyć o oświeconym społeczeństwie, jeśli szkoła stanie się obowiązkowym skansenem, a edukacyjną alternatywą będzie tylko podejmowana sporadycznie i improwizowana edukacja w nieformalnych sieciach kształcenia. Dlatego należy jednocześnie walczyć o nowoczesną edukację medialną w szkołach, umożliwienie oddolnej aktywności edukacyjnej poza szkołą i reformowanie szkoły tak, by jak najczęściej wykorzystywała zaangażowanie uczniów i nowoczesne środki kształcenia, łącząc formalne z nieformalnym, poważne z niepoważnym, klasykę z pop, zaznaczając jednocześnie różnice. Tak, by edukacja w dobie kultury remiksu nie okazała się edukacją o kolorze szarej breji, powstałej ze zmiksowania kolorowych elementów.

Być może warto szukać inspiracji w środowiskach i kulturach, którym zawdzięczamy powstanie internetowej sieci. Może warto sięgnąć do kultur, opisywanych w "Galaktyce internetu" przez profesora Manuela Castellsa (Castells, 2003) i oprzeć się na zasadach kultury technomerytokratycznej, traktującej wiedzę jako wspólną wartość społeczności, gloryfikującą wkład jednostki w rozwój grupy, zaczerpnąć od kultury hakerskiej kulturę edukacyjnego daru i edukacyjnej wymiany- dzielenie się wiedzą dla wspólnego dobra i pracę dla przyjemności, bez podziału na uczenie się "od-do", dni wolne od pracy i święta, co być może jest prawdziwym pierwowzorem edukacji przez całe życie. Ale edukacji dla siebie i dla społeczeństwa, a nie jedynie dla zaspokajania potrzeb rynku. Może warto sięgnąć również do kultury komunitariańskiej- kultury pionierów wirtualnych społeczności, traktujących nowe technologie jako narzędzie usprawniające wewnątrzgrupową komunikację, pozwalające budować społeczności osób zainteresowanych podobnymi zagadnieniami. Wreszcie- sięgnąć do kultury biznesu, szukającej nowych rozwiązań prawdopodobnie w większości dla własnego zysku, co jednak nie musi być oderwane od sprawiania radości innym i wychodzenia naprzeciw społecznych potrzeb.

Na pewno edukacja wymaga szerokiej społecznej dyskusji i opracowania strategii, która pozwoli nam na wspólne uczenie się ku lepszej przyszłości, opartej na informacyjnej wymianie i tworzeniu wiedzy, bez wykluczonych i pokrzywdzonych. Być może taką edukacją mogłaby być "(popularna) edukacja 2.0", choć to zaledwie "szkic szkicu", pomijający zapewne wiele istotnych obecnie aspektów, ale jednak zwracający uwagę na konieczność walki z nowymi opresjami ograniczającymi możliwości przekształcania kultury- blokującymi remiksowanie kultury popularnej, naszej wspólnej własności. Mógłbym zakończyć optymistycznie, ale przyszłość optymistycznie nie wygląda, dlatego przytoczę słowa profesora Szkudlarka:

"Jedno jest tylko zastanawiające: skoro wszystkie orientacje ideologiczne zdają się potencjalnie korzystać na wprowadzeniu do szkół krytycznej edukacji medialnej, to czemu jej tam nie ma? Najprościej można sobie na to pytanie odpowiedzieć banałem- "nie stać nas na to", albo "nie zastanawialiśmy się nad tym", albo "no, przecież coś się jednak robi...". Weźmy jednak pod uwagę i taką ewentualność, że rację może mieć Pierre Bourdieu. Sama obecność "czegoś" w programie szkolnym stanowi znak arbitralnej decyzji legalizującej owego czegoś istnienie. Może właśnie przyznanie, że istnieją całe pokłady "legalnej" kultury nie objętej edukacyjnym kanonem byłoby dla szkoły groźne?". (Szkudlarek:122).

Bibliografia

Castells M. (2003). Galaktyka internetu. Refleksje nad internetem, biznesem i społeczeństwem. Warszawa.
Jenkins H. (2007). Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów. Warszawa.
Jenkins H. i współpracownicy (2007). Confronting the Challenges of Participatory Culture: Media Education for the 21st Century. http://www.projectnml.org/files/working/NMLWhitePaper.pdf (25.09.2007.)
Kuroń J. (2004). Rzeczpospolita dla moich wnuków. Warszawa.
Lem, S. (1997). Niezwyciężony. Warszawa.
Szkudlarek T. (1999). Media. Szkic z filozofii i pedagogiki dystansu. Kraków.
Żakowski J. (2005). Anty-TINA. Rozmowy o lepszym świecie, myśleniu i życiu. Warszawa.

Artykuł został opublikowany w „Kulturze Popularnej”, 1/2008

 

„Kultura Popularna”, 1/2008

Linki
Czy wiesz, że...
Ośrodek KARTA przygotował nowatorski portal internetowy www.XXwiek.pl. Prezentuje on zebrane przez Ośrodek świadectwa historii na osi czasu, co daje możliwość dotarcia do relacji świadków oraz dokumentów, jak również materiału ikonograficznego przyporządkowanego ...